Jak znaleźć pozytywy w negatywach

Czyli jak pokonać stres związany z brakiem pracy czy długim jej poszukiwaniem? Nie mam żadnej rady, oprócz tych które już znacie, bo usłyszeliście je od znajomych, przyjaciół, czyli zestaw: nie martw się, dobrze będzie, na pewno znajdziesz pracę, komu to ma się udać jak nie tobie, masz ogromne doświadczenie, potrzebujesz tylko trochę czasu i/lub szczęścia…

Co zrobić z takimi radami? Z jednej strony, dziękujemy za nie. Wierzę, że część takich wypowiedzi pochodzi od osób naprawdę nam życzliwych a inne od osób, które są nam emocjonalnie obojętne, złośliwi tego nie powiedzą, bo przez gardło by im nawet takie kurtuazyjne słowa nie przeszły, ale bez względu od kogo pochodzi przekaz, to ty czujesz się w obowiązku… pocieszyć te osoby.

Na: nie martw się. Odpowiadasz: nie martwię się, będzie dobrze.

Na: będzie dobrze . Odpowiadasz: tak, tak wiem o tym.

Na: na pewno znajdziesz pracę. Odpowiadasz: oczywiście… (i resztę pokrywasz optymistycznym uśmiechem).

Na: komu to ma się udać jak nie tobie ? Odpowiadasz z lekkim wahaniem: no wiesz… (ale nadal utrzymujesz optymistyczny uśmiech).

Na: masz ogromne doświadczenie. Odpowiadasz: no… tak kilka rzeczy się udało… (choć myślisz i co z tego i tak mnie wywalili).

Na: potrzebujesz trochę czasu i/lub szczęścia. Odpowiadasz: tak wiem, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło… (plus serwujesz uśmiech optymistyczny).

A po tym wszystkim, czujesz się ogromnie zmęczony tym kreowaniem/udowodnianiem/udawaniem swojego optymistycznego nastawienia do czekającej na ciebie niepewności i ani odrobinę mniej nie czujesz się lepiej, po tym jak właśnie zapewniłeś swoje otoczenie zewnętrzne, że się nie martwisz!

A co by było gdybyś relacjonował swoje aktualne emocje,  bo to ty czujesz się podle, jesteś sfrustrowany tym, że twój wkład w robotę, firmę nie został doceniony, że jesteś ofiarą redukcji etatów jako sposobu ratowania rentowności spółki czy czegoś podobnego? Jakoś nikt z pocieszających nie mówi, cieszę się że ciebie zwolnili, bo dzięki temu ja i inni będziemy mieć pracę, może wówczas nasza „ofiara” miałaby jakiś sens?

Ofiara? Tak, bo czujesz się jak ofiara gdyż tracisz pensję, ofiarą, bo tracisz zatrudnienie czyli np. zus, dofinansowanie urlopu, dopłatę do biletu miesięcznego, a może telefon służbowy lub firmowe auto. Trudno nie myśleć o sobie jako ofierze, kiedy tyle straciłeś konkretnych przedmiotów, przywilejów, korzyści.

Ofiarą czujesz się także wówczas gdy tracisz zajęcie, które akurat lubiłeś, np. negocjacje z klientami, spotkania z nimi, tracisz swoich kolegów, przełożonych, niektórzy z nich byli pewnie fajnymi osobami i lubiłeś z nimi po prostu pogadać, tracąc pracę tracisz także przestrzeń społeczną, w której funkcjonowałeś , grupę do której przynależałeś. Co teraz? Jesteś w kropce.

 

 

One thoughtful comment

  1. Trzymam kciuki, żebyś jak najszybciej znalazła pracę! Myślę, że duży spokój ducha w takiej sytuacji daje posiadanie poduszki finansowej. Wtedy nie ma takiego stresu, co się włoży jutro do garnka etc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *