„A Pani nie wie dlaczego ma te krostki?” – Część 2

Gdy odbijasz się od drzwi specjalistów z receptami w rękach, które wiesz, że za chwilę wyrzucisz, Twoja psychika siada. I to bardziej niż mogłoby się to komuś (a czasem i Tobie) wydawać. Osobom, które nie są w środku trądzikowego problemu, trudno jest wejść w naszą skórę i zrozumieć jak bardzo czujemy się niezrozumiani i niepotrzebni.

Zacznę od problemu, który dla mnie, zaraz po nieakceptacji swojej twarzy, był OGROMNIE TRUDNY do zniesienia. Mianowicie był to fizyczny ból mojej buzi. Tak mocno mnie to raniło, że teraz pisząc o tym mam łzy w oczach. W momentach gdy ból był tak przeraźliwy, że czasem ciężko było mi zapanować nad krzykiem, czułam, że chcę wyjść z siebie i się przytulić. Pamiętam jak dziś, że obudziłam się pewnego dnia o 5 rano. Gdy otworzyłam oczy, wiedziałam, że coś jest nie tak, bo czułam, że moja twarz, zwłaszcza w okolicach oczu, jest bardzo opuchnięta. Spojrzałam w lustro i prawie nie widziałam oczu. Twarz była nabrzmiała. Próbując nałożyć krem, łzy popłynęły mi po policzku. Próbowałam się uspokoić, bo wiedziałam, że gdy zacznę płakać, będzie bolało mnie jeszcze bardziej. Każda łza spływająca po buzi kuła mnie jak igła, a każda mimika twarzy sprawiała, że czułam tych igieł jeszcze więcej. Gdy jakoś powstrzymałam płacz, musiałam opłukać buzię. Kolejny horror i kolejne łzy. Napisałam wiadomość do pracodawcy, że nie przyjdę do pracy. Wiedziałam, że nie zapanuję nad bólem tego dnia.

Co jeszcze sprawiało ból na mojej buzi?

  • uśmiech, nie mówiąc już o śmiechu
  • przytulenie się z kimś i dotknięcie mojego policzka policzkiem, ramieniem drugiej osoby
  • pocałunek w policzek na przywitanie
  • robienie sobie makijażu
  • mycie i osuszanie twarzy
  • kładzenie twarzy na poduszkę

Dzisiaj, gdy moja twarz jest gładka, głównie doceniam to, że nie odczuwam jej bólu. Jest to ulga, której nigdy bym nie zrozumiała, gdybym nie przeżyła tego na własnej skórze (DOSŁOWNIE).

Drugą, równie bolesną kwestią trądzikowych jest psychika. To jest temat rzeka i myślę, że tutaj psycholodzy mieliby dużo więcej do powiedzenia. Ja psychologiem nie jestem, ale załamanie przeżyłam, i to nie jedno. Teraz wiem, że gdybym inaczej spojrzała na chorobę trądziku, najprawdopodobniej moje myśli nie zagalopowałyby tak daleko w przestrzeń, którą już można zaliczać do stanów przeddepresyjnych. Wtedy tego nie wiedziałam.

Po przebudzeniu zastanawiałam się ile przez noc urodziło się nowych krostek i jak bardzo urosły te obecne. Wstawałam z łóżka i idąc do łazienki wiedziałam, że nie mogę kierować twarzy w stronę lustra. Unikałam go jak ognia. Po nałożeniu makijażu stwierdzałam, że wyglądam jeszcze gorzej niż bez niego… Wychodziłam na ulicę owinięta szalikiem do wysokości oczu. W lecie nie było to takie łatwe. Nie patrzyłam na ludzi, jednocześnie czując na sobie ich wzrok. Pomijając trądzik, jestem osobą, która „rzuca się w oczy”. Mam prawie 190cm wzrostu więc zdecydowanie jestem widoczna 🙂 Ale ja wtedy byłam przekonana, że wszyscy patrzą na moją buzię i myślą sobie najgorsze rzeczy. No właśnie, co myślą?

  • „Ale potwór”
  • „Masakryczna twarz”
  • „Mogłaby umyć tę twarz”
  • „Mogłaby dbać o higienę”
  • „Nie wstydzi się wyjść z domu?”
  • „Czy to jest zaraźliwe?”
  • „Dlaczego nic z tym nie robi?”

Pisząc te zdania i przypominając sobie siebie z tamtego okresu, jest mi szkoda tej Karoli. Znowu mam ochotę ją przytulić. Popatrz jak bardzo raniłam siebie. Tak, to ja siebie raniłam. Bo przecież nigdy nie usłyszałam, że jest coś ze mną nie tak, bo mam krostki. Nikt nie śmiał się z mojej buzi, nikt nie urwał ze mną kontaktu ze względu na trądzik. Popatrz, co sobie robiłam? Jak niszczyłam swoją psychikę, co nakręcało do kolejnych mylnych wniosków i kolejnego niszczenia…. Możemy sobie przybić w tym momencie piątkę? Bo coś czuję, że masz/miałaś/eś podobnie. Rozmawiając z kimś, zawsze zaczynałam rozmowę od przepraszania za mój trądzik. Czułam się winna za to, że inni muszą na niego patrzeć. A teraz pomyślmy logicznie. Czy ludzie ze złamaną ręką przepraszają nas za to, że musimy patrzeć na ich gips? Czy człowiek, który ma cukrzyce przeprasza nas za to? Czy ktoś, kto nosi aparat ortodontyczny przeprasza, że musimy patrzeć na druty na jego zębach? A inaczej. Czy Ty kiedykolwiek oczekiwałbyś przeprosin od takiej osoby? To dlaczego w nas jest potrzeba wyjaśniania i przepraszania wszystkich za to, że patrzą na nasze krostki? Chętnie dowiem się jaka jest Twoja odpowiedź na to pytanie. Ja myślę, że wychodzi to z naszej bezradności. Z tego, że nie znamy odpowiedzi na pytanie jednego z lekarzy: „A pani nie wie dlaczego ma te krostki?”. Przecież próbowaliśmy już tylu cudownych specyfików, które miały pomóc, diet, zabiegów, wszystkiego. I nic. Nadal te krostki się nas trzymają. Więc to na pewno coś z nami jest nie tak. Tak bardzo odbiegamy od norm, które nakreślają media więc jak tutaj nie przepraszać? Jeszcze ktoś pomyśli, że my nie widzimy tego trądziku i, że jesteśmy ślepi, i że jak tak w ogóle możemy funkcjonować…

Czy Ty już zauważyłaś/eś to zamknięte koło? Tę pułapkę? CAŁY CZAS NASZ MÓZG PODPOWIADA NAM ŻEBY MYŚLEĆ O KROSTKACH I TO NEGATYWNIE. A MY MYŚLIMY I SIĘ NAKRĘCAMY. MOCNIEJ I MOCNIEJ I MOCNIEJ. AŻ NIE WIDZIMY WYJŚCIA I SENSU. BO PRZECIEŻ CAŁY ŚWIAT JEST PRZECIWKO NAM. Tylko, że nie. To Ty jesteś przeciwko sobie i całemu światu. Z góry zakładasz, że Twój przyjaciel przestanie się do Ciebie odzywać, chłopak Cię rzuci, bo będzie się Ciebie wstydził, dziewczyna, która spojrzała się na Ciebie na ulicy na pewno pomyślała, że jesteś obrzydliwy, a może tak naprawdę pomyślała, że jesteś ciekawą osobą? Daj szansę innym, daj szansę sobie.

Be the first to reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *