Nie jestem w tym sama, Ty też nie jesteś

Gdy uświadomiłam sobie, że nie tylko ja cierpię na trądzik, ulżyło mi. Tak, wiem, nie brzmi to najlepiej, ale naprawdę poprawiło mi to humor. Niestety, zauważyłam to już jak byłam w fazie leczenia, a myślę, że łatwiej byłoby, gdybym otworzyła oczy wcześniej. Ale jak to mówią, nigdy nie jest za późno.

Gdy po kolejnym nawrocie słyszałam rady od najbliższych typu: „smaruj się tym kremem”, „córka koleżanki z pracy wzięła te leki i ma gładką buzię”, „nie bierz tego antybiotyku”, „bierz ten antybiotyk”, „nie jedz czekolady”, „jedz marchewkę” i wieeeeeeeeeele innych cudownych frazesów, chciałam krzyknąć „ODPIE…….. SIĘ WSZYSCY ODE MNIE”. A ja nie mam w zwyczaju przeklinać. Czułam się z tym sama, bo takie wsparcie, faktycznie wsparciem nie było. I cokolwiek sobie pomyślisz, a może właśnie masz/miałaś/eś tak samo, pragnęłam, aby ktoś mi powiedział: „Widzę, że cierpisz, podołamy! Znajdziemy cholerny złoty środek i przestanie boleć. Jesteś piękna/y i z tymi krostkami, a one na pewno są po coś. Razem odkryjemy po co”. Bo wiesz co? Na bank ten trądzik jest po coś! Daj tylko szansę usłyszeć odpowiedź, po co.

Nie jestem zła na najbliższych za to mało skuteczne wsparcie, bo oni chcieli mi pomóc. Widzieli jak cierpię i chcieli zrobić cokolwiek, by mi ulżyć. Ja jednak wolałam zamknąć się w swoim świecie i przeżywać ten horror samotnie. Zafiksowałam się na tym, że moja oszpecona twarz nie zasługuje na spojrzenie innych i gdy czułam, że ktoś kieruje swój wzrok w moją stronę, automatycznie się odwracałam. Taki impuls, nad którym nie panowałam. Chciałam, by moja twarz stała się niewidoczna (tak jak na zdjęciu poniżej, chociaż tak ukrywałam się jedynie podczas remontu 🙂 ). Wychodząc z domu, powtarzałam w głowie mantrę: „niech nie będzie tam nikogo znajomego, niech nie będzie tam nikogo znajomego…”. Moje myśli krążyły w zasadzie tylko wokół trądziku. Mojego trądziku.

Człowiek, który jest w fazie zakochiwania się w drugim człowieku, przeżywa jakiś kosmiczny stan i myśli w zasadzie jedynie o nim. Robi nawet przedziwne rzeczy, których normalnie nigdy by nie zrobił, bo jest oślepiony miłością. I gdyby się tak głębiej zastanowić, na pierwszym planie zawsze był trądzik. To on dyktował jak się zachowam, co zrobię, gdzie pójdę. Nie miałam nad nim kontroli, podobnie jak zakochana osoba. Hm, to idąc tym tropem, w takim razie byłam zakochana w swoim trądziku? O nie, nie. Ja go nienawidziłam. Ale jednak on trwał w mojej głowie i nie potrafił odpuścić. No trwał, bo mną zawładnął. A dlaczego? To prostsze niż mogłoby się wydawać. Nie odkryje Ameryki, że media społecznościowe, telewizja, a nawet ludzie, których spotykamy na ulicach, noszą maski idealnych ludzi. Ja już się na to nie nabieram, ale kiedyś wierzyłam w ten wykreowany świat wygładzonych buzi, idealnie spiętych włosów, czystej białej kanapy, na której siedzą trzy koty, dwa psy i niemowlę. Już nie wierzę. Jeśli Ty nigdy się nad tym nie zastanawiałaś/eś to serdecznie Cię namawiam do refleksji.

Gdy dotarło do mnie, że świat jest zakłamany, postanowiłam przyjrzeć się ludziom, którymi się otaczam, których mijam w drodze do sklepu, z którymi jeżdżę komunikacją miejską. I wtedy to odkryłam: nie jestem w tym sama! I wiesz co? Podobały mi się te nieidealne twarze i naturalnie spięte włosy, dużo bardziej niż wykreowane postacie w internecie. Nie twierdzę, że nagle pokochałam trądzik. NIE! Ja nadal nie jestem z nim pogodzona tak wiesz, na zawsze. Ale poczułam, że z osobami chorymi na trądzik tworzymy grupę nieszczęśliwych, bezradnych ludków, pragnących żyć bez kompleksów, którzy są ofiarami wrogich spojrzeń innych. Ale tylko w naszych głowach jesteśmy ofiarami i to według nas te spojrzenia są wrogie. Bo my nasze twarze tak traktujemy. Moim ogromnym marzeniem jest zmiana takiego podejścia, bo wiem, jak bardzo niszczy to życie nasze i naszych najbliższych. A jeśli nie całkowita zmiana to chociaż próba. Mając świadomość, że jest nas więcej, łatwiej walczyć, wspierać się i mieć poczucie zrozumienia. W końcu kto lepiej zrozumie trądzikową osobę niż druga trądzikowa osoba? I nie ma znaczenia, czy masz 16, czy 45 lat. Podobnie czujemy frustrację i chowamy buzie przed światem. Ale wiesz co? Jak spotkają się takie dwa trądziki to one nagle mają ochotę się poznać, pooglądać wzajemnie, wesprzeć i powiedzieć, że wspólnie damy radę. Bo damy. Wiem to.

W ramach pierwszego poznania, jeśli masz ochotę, przywitaj się w komentarzu. Jak to mówią, pierwsze koty (a ja luuuuubię koty!) za płoty 🙂

6 thoughts on “Nie jestem w tym sama, Ty też nie jesteś

  1. Dla mnie zadziwiające jest to, jak wielu ludzi uwierzyło, że potrzebuje gładkich buź, pełnych ust, wydatnych policzków. Ale biznes rządzi się swoimi prawami, kreowanie potrzeb to jego nieodzowny element. I ja właśnie tak traktuję wszystkie „zrobione” osoby – jak ofiary „beauty biznesu”. I mam nadzieję, że żadna osoba, mająca trądzik, nie stanie się nigdy ofiarą „beauty biznesu”, bo szkoda by było sprzedać mu swoją duszę (każda osoba z trądzikiem, którą poznałam, miała ciekawą osobowość, wręcz przyciągającą). Trądzik odbiera ego, a małe ego to gigantyczna odwaga. I o ile trądzik może minąć, to odwaga już nie mija. Zostaje na zawsze i pomaga tworzyć odważne rzeczy – takie, jak ten blog. Za który trzymam kciuki :*

    1. Madeleine, to bardzo ciekawe co napisałaś o tym, że przyciągają Cię osoby z trądzikiem, bo mają dla Ciebie ciekawą osobowość. A my, trądzikowi, zamykamy się na ludzi przekonani, że nie jesteśmy warci nawet spojrzenia… Dziękuję za komentarz, bardzo motywujący! :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *